motto

„Tu otwierał się inny, odrębny świat, do niczego niepodobny;
tu panowały inne, odrębne prawa, inne obyczaje,
inne nawyki i odruchy.”

„Wyobraź mnie sobie. Nie zaistnieję, jeśli mnie sobie nie wyobrazisz.”

Jest! Pierwszy rozdział w nowej odsłonie, indżojcie :).

0005

Drogi Pamiętniku!

Właściwie pierwszy raz piszę pamiętnik, o ile w ogóle można to nazwać pisaniem. Bo piszę w głowie, to znaczy myślę o różnych rzeczach tak, jakbym pisała naprawdę. Podobno pisanie pamiętnika pomaga, chociaż nie bardzo wiem, w jaki sposób miałoby mi pomóc.
Nie mam pojęcia, który dzień jest dzisiaj, chociaż rok jest z pewnością 1997, rok moich trzynastych urodzin, ale to dopiero we wrześniu, a teraz chyba jest wiosna. Chociaż w sumie nie wiem, bo może już przyszło lato, tutaj z okien nic nie widać tylko budynki Hunts Point i drut kolczasty, podobno takie napięcie może cię sparaliżować albo nawet zabić, ale jeszcze nikogo nie zabiło, chyba.
Siedzę w Spofford w sekcji dla świrów, nie mam pojęcia, jak się to tutaj nazywa. Jeśli dobrze pójdzie, to dziś będzie ostatni dzień tego pieprzonego cyrku i wracam na blok, czyli do normalnego Spofford, choć właściwie ta część dla dziewczyn nazywa się Manida Juvenile Center. Ja wolę mówić Spofford, bo Manida brzmi trochę jak wolność albo jak wielki plac zabaw, a tam zdecydowanie nie ma wolności.
Sama nie wiem, czy gorzej jest tutaj, z tymi wszystkimi świrami, czy na bloku. Wszędzie jest tak samo obco, ponuro i nieprzyjemnie i strasznie bym już chciała wrócić do domu, ale muszę ukończyć program. Lekarz mówi, że jak się będę stawiać, to nigdy nie ukończę. Ale on chce tylko mieć spokój.
Właściwie to nie wiem, czemu robię te wszystkie rzeczy. Po prostu robię i się nad tym nie zastanawiam, a nawet jak czasem się zastanawiam, to i tak robię. Zżarłam już wszystkie moje paznokcie i czasem, jak się denerwuję, to chce mi się gryźć ręce, bo nie mogę się tu ciąć, skoro zabrali mi wszystko, nawet sznurówki. Chyba wolę jednak wrócić na blok. Chociaż tam czeka Miriam i pewnie jest nieźle wkurzona, choć na to zasłużyła...
Siedzę teraz przy stole, który jest przykręcony do podłogi jak wszystko tutaj, i rysuję na kartce niebieską świecówką. Nie mają tu ołówkowych, pewnie boją się, że se ktoś wsadzi w oko albo coś. Chociaż prędzej by se pewnie wbili w dłoń, ja tak kiedyś zrobiłam w szkole i potem bardzo długo się goiła ta brudna rana. Nawet nie do końca wiem, co rysuję, bo bardziej się skupiam na uporządkowaniu myśli, ale one pędzą jak szalone, za dużo ich jest, żeby wszystkie spisać. Jak pomyślę o czymś, to w tle już pędzą następne, to gorsze niż autostrada.
Tak bardzo mi tu samotnie, nie wiem, komu mogę ufać, wszyscy patrzą spode łba i ciągle chcą się bić, a ja tęsknię za Conradem i resztą rodzeństwa. Prawdę mówiąc, ja też się biję, choć sama nie wiem dlaczego, czasem się rzucam i krzyczę, i pluję krwią, bo to się zawsze krwią kończy. Nawet lubię ten smak, jest taki słodki i przypomina metal wózków w supermarkecie, do którego ojciec mnie czasem zabierał, jak jeszcze byliśmy normalną rodziną. Chociaż właściwie nigdy nie byliśmy, a teraz on siedzi w Green Haven, ja w Spofford i to jest takie cholernie popieprzone, że sama nie wiem, co z tym zrobić.
Marc odwiedził mnie niedawno i to był koszmar, on mnie chyba trochę nienawidzi jak wszyscy i chciałby, żebym się nigdy nie urodziła. Cały czas na mnie wrzeszczał, a jak nie wrzeszczał, to milczał i to było chyba nawet jeszcze gorsze. Chciałabym zniknąć i wtedy nikt na mnie by nie krzyczał i nie gniewał się, i mieliby więcej kasy beze mnie. Zwłaszcza teraz, jak Brian potrzebuje leków. Chciałabym go zobaczyć, to wszystko było tak dawno temu, że już sama nie wiem, kiedy. Mam wrażenie, jakbym tu mieszkała zawsze, a wszystkie moje wspomnienia były kogoś innego i u mnie znalazły się przypadkiem.
Tutaj jest zawsze ciemno, korytarze są wąskie i długie, okna mają kraty. Czasem tak bardzo chce mi się pić, w gardle mam wióry, a żołądek pali żywym ogniem i wtedy rzygam, albo wydaje mi się, że rzygam. Czasem budzę się i nie wiem, czy to wszystko mi się śniło, czy to się dzieje naprawdę, a potem jest dzień i nadal tego nie wiem, aż przychodzi noc i wcale nie chcę spać, ale później i tak zasypiam. 
Ostatnio miałam wrażenie, że w końcu umrę, że już mnie nie będzie, że to wszystko się skończy, ale okazało się, że to tylko gorączka i jakaś choroba, ale nie wiem jaka, bo mi nie powiedzieli, a ja nie zapytałam, bo przecież się nie odzywałam. Ale nie mogli dawać mi tabletek, bo wszystko wyrzygiwałam zaraz i potem nagle sobie przypomniałam, jak to było za tymi murami, w normalnym życiu, i teraz, jak nauczyłam się wyrzygiwać te wszystkie prochy, to trochę mogę myśleć. Chciałabym się najebać i wtedy jest taki stan, jakbym płynęła, jakby to wszystko mnie nie dotyczyło i było gdzieś obok.
Wyobrażam sobie teraz, że siedzę w naszym pokoju na mojej ulubionej poduszce i piszę pamiętnik normalnym długopisem, nie w głowie. Właściwie ta poduszka nie jest moja, ale lubię myśleć, że jest, bo wtedy to jedyna rzecz, jaką mogę mieć na własność. Pamiętnik jest na taką małą kłódkę, którą można otworzyć igłą albo spinką do włosów, bo ma taką śmieszną, prymitywną zapadkę. Nie wiem, jakiego jest koloru, ale w sumie może być czarny, bo czarny to dobry kolor. Jak mieszkaliśmy z tatą, to mieliśmy łóżko piętrowe w pokoju, ale i tak wolałam spać z nim, bo zawsze opowiadał fajne historie i drapał mnie po plecach. Ale wtedy nie miałam na plecach siniaków.
Chce mi się siku, ale boję się iść teraz, bo oni się strasznie wkurwiają, jak muszą się nami zajmować. Niektórzy czasem szczają w gacie i wtedy jest jeszcze gorzej. To jest chyba jedyne miejsce w Spofford, gdzie siedzą i dziewczyny, i chłopaki; jest jeden taki, co ciągle stoi pod ścianą i szczerzy zęby jak zwierzę, a jak popatrzysz mu prosto w oczy, to się rzuca i wtedy trochę się go boję.
Czy ja też tak wyglądałam, jak się rzucałam? Teraz chyba nie, spojrzałam w szybę kiedyś i wyglądałam całkiem normalnie, to znaczy nie gorzej niż zawsze, chociaż teraz prawie nie umiem spać. W sumie naprawdę nie wiem, dlaczego taka jestem. Chciałabym być inna, żeby Marc nie musiał się mnie wstydzić i żeby mnie w końcu kochali i nie zostawiali, nie chcę zostać sama.
Trochę mi dziwnie gadać sama do siebie i jednocześnie myśleć o milionie innych rzeczy. Nie jestem dobra w pisaniu, a jak chciałam chodzić na kreatywne pisanie, to się okazało, że prowadzi je Betty, ta dziwka, która mnie glinom sprzedała, a ja tylko próbowałam przetrwać. Nienawidzę tamtej szkoły, nienawidzę żadnej szkoły, do której chodziłam, i wkurwiają mnie te krzywe mordy i ten cały syf wszędzie.
Zamalowałam na niebiesko całą kartkę, nie wiem po co, te głupie kredki brudzą moją rękę. Chciałabym namalować coś krwią, ona później robi się taka bardziej brązowa i to jest dziwnie tak patrzeć, jak zmienia kolor, chociaż Sonia mówi, że to obrzydliwe. Ale ona jest jeszcze dzieciakiem.
Idzie lekarz, chyba muszę iść na badania, ostatnie badania i wrócę na blok, jeśli stwierdzą, że jednak nie jestem świrem i do czegoś się nadaję. Ale tam będę musiała zacząć mówić, bo inaczej będą mnie lać ciągle w kątach, a tak to ja będę mogła ich lać. Chciałabym, żeby się mnie bali, wtedy zostawią mnie w spokoju, może nawet Miriam. A rysunek mogą sobie wziąć.

23 komentarze:

  1. O, fajny ten fragment pamiętnika ^^. Na pewno bardziej pamiętnikowe niż to, co ja piszę w IŚ jako wstawki z pamiętnika Constance, no ale też Constance i Ramona to dwie zupełnie różne, skrajnie odmienne postacie, więc i pamiętniki mają inne.
    No ale przybliżyłaś trochę tę bohaterkę, choć zastanawiam się, za co trafiła do czubków w tak młodym wieku, przecież to dzieciak jeszcze. Ale widać, że nie ma łatwego życia, choć jednocześnie jawi mi się jako osoba zbuntowana i pełna żalu i niechęci do świata. Jednocześnie jednak zdaje się mieć w sobie jakieś resztki tego dziecka, bo pisze właśnie jak taki dzieciak. Nad wiek dojrzały, ale nadal dzieciak.
    Ogólnie to był bardzo fajny, klimatyczny odcinek. Podobało mi się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za miłe słowa :).
      opisałaś Ramonę dokładnie taką, jaką miała być - może trochę bardziej dojrzała od przeciętnej trzynastolatki, ale w gruncie rzeczy dzieciak. walczą w niej dwie natury, jedna zbuntowana i pełna żalu, druga pogubiona i poszukująca własnej wartości. cieszę się, że udało mi się zbudować taki jej charakter, jaki miał być :).

      Usuń
    2. Ramona i Constance pochodzą z dwóch różnych światów (zaścianek Anglii i slumsy Nowego Jorku), więc używają zupełnie innego języka do wyrażania swoich uczuć, Constance jest też zdecydowanie bardziej powściągliwa, no i czasy, w której pisała pamiętnik też raczej nie sprzyjały wylewności. no i jest jeszcze przepaść pokoleniowa :).

      Usuń
  2. Hej.
    Widzę, że eksperymentujesz z różnymi formami. Ciekawa jestem za co ona tam wylądowała i jak dalej potoczy się jej historia.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. doszłam do wniosku, że przytoczenie myśli Ramony lepiej pokaże jej charakter niż jakiekolwiek opisy, staram się też urozmaicać trochę opowiadanie :).
      wyjaśnienie historii będzie w trakcie :).

      Usuń
  3. ...A ja to tam lubię Twoje słownictwo. Naprawdę mi się tutaj podoba, a jako osoba leciutko zwichnięta moralnie, niesamowicie zacieszam mordkę na widok chorych sytuacji dziejących się w zakładach psychiatrycznych / ośrodkach odwykowych / poprawczakach / burdelach / urzędach skarbowych (niepotrzebne skreślić).

    Dobra, ale spójrzmy prawdzie w oczy - moje preferencje dotyczące blogasków Gutek Cię interesują.
    Liczy się fakt, że rozpływam się w Twoim talencie. Są tacy ludzie, którzy marnują się na portalach internetowych i mam wrażenie, że właśnie Ty do nich należysz...
    Trochę się jeszcze gubię w tych wątkach... Wiesz Marc, Tyler, gość w celi, Felix i jego wymiociny, Ramona w psychiatryku... Ale wiem, że to celowy zabieg i dlatego jeszcze bardziej wciągnęłam się w fabułę.

    Fragment pamiętnika jest tak mocno schizowy, że aż rozbolała mnie po nim głowa. Świetnie Ci idzie robienie świra z głównej bohaterki (mam nadzieję, że to zabrzmiało choć trochę jak komplement). Genialnie opisujesz też taką poprawczakową rzeczywistość (oby nie z autopsji...).

    Ja to się już wcisnęłam w obserwatorów, więc prawdopodobnie się mnie nie pozbędziesz :)
    Wiem, że komentarz taki mocno słaby, postaram się następnym razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej ojej, dziękuję za tyle miłych słów w jednym komentarzu (i tak, robienie świra z Ramony zabrzmiało jak komplement)! aż mi się buzia zaciesza, choć się powinnam kajać i do roboty brać :).

      wierzę, że łatwo się pogubić, ale opowiadanie nie będzie takie w całości jednobohaterowe, więc staram się ich jakoś wprowadzić, później powinno być lepiej.

      poprawczakowej rzeczywistości nie znam z autopsji (niestety-stety?). ponadto poprawczak w US różni się od tych w polskiej rzeczywistości...
      no widzisz, a Ramonę ciągle boli głowa od tego wszystkiego :P.

      ani myślę się Ciebie pozbywać, jest mi bardzo miło Cię gościć u siebie :).
      a komentarz wcale nie słaby, dziękować za komplementy i pochwałę mojego talentu, raczej nie myślę o sobie w tych kategoriach, żeby mi coś do łba nie strzeliło żeby popsuć wszystko :P.
      dobrze wiedzieć, że mój język również przypadł Ci do gusty, bo nie dla wszystkich jest zrozumiały i zjadliwy.

      widzę, że ty również piszesz dwa opowiadania, obiecuję, że w wolnej chwili zajrzę i skrobnę coś od siebie.

      do zobaczenia na którymś blogu :).

      Usuń
    2. Na razie moich opowiadań nie polecam, chyba że to pisane w spółce z koleżankami... W tej chwili jestem zmuszona zakończyć dwa fanfiki, ponieważ wiszę to kilku osobom, ale kiedy na blogu pojawi się coś, z czego będę w choć najmniejszym stopniu zadowolona, to na pewno się o tym dowiesz :)

      Usuń
    3. wobec tego czekam na info, kiedy zacząć czytać :)

      Usuń
  4. Ups, trochę się spóźniłam, ale za to miałam więcej do poczytania. Potwierdzam, masz talent. Wciągasz mnie w tą historię coraz bardziej, i już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Mirela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miło mi, że wciąż jesteś ze mną :).

      Usuń
  5. Bardzo dobrze wychodzi ci pisanie wpisów z pamiętnika. Inni piszą dobrze prozą, a ty piszesz dobrze pamiętnik. Na początku, gdy zaczęłam czytać pierwsze zdania, słowa raziły mnie [czcionka jest dla mnie do poprawki], a potem, bum! coraz szybciej i zachłanniej czytałam zdania, akapity. I już nie byłam zirytowana faktem, że czcionka jest do dupy, cieszyłam się, że nie zniechęciłam się i nie zamknęłam tej strony. Twoja historia jest bardzo oryginalna i twórcza, dlatego przyjemnie ją odebrałam. Wspaniale utożsamiasz się z bohaterką i ciekawie opisujesz logikę myślenia bohaterki. Co tu dodać, jesteś wspaniałą blogerką i tylko życzyć Ci więcej takich wybornych rozdziałów :)

    + Zapraszam do siebie:
    http://przewaga-psychiczna.blogspot.com/
    http://wygnanie-losu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za miłe słowa i wielce się raduję, że tak dobrze przyjęłaś ten rozdział :).
      a co konkretnie Ci się w Arialu? pochylenie? chciałam, żeby fragmenty pamiętnika odróżniały się od reszty...
      dziękuję za życzenia, przydadzą się :).
      a Twoje blogi z pewnością odwiedzę w wolnej chwili.

      Usuń
    2. Nie mam nic do Arialu, sama na nim piszę. Chodzi mi o to, że mi się trudno czyta. Ale to tylko moja opinia, więc nie przejmuj się tym zbytnio i nie zawracaj sobie głowy zmienianiem czcionki. Poza tym uważam, że jakiś gotowy czy zamówiony szablon dodał, by uroku Twojemu blogowi :)

      Usuń
    3. mimo wszystko zastanawiam się, dlaczego tak Ci się źle czytało, może przez ten kontrast kolorów?
      właśnie celowo chciałam zachować minimalizm na blogu bez żadnych wymyślnych szablonów, których nie można edytować (a ja sobie lubię czasem w kodzie pogrzebać, żeby spersonalizować niektóre rzeczy ;).

      Usuń
  6. "teraz jak nauczyłam się wyrzygiwać te wszystkie prochy, to trochę mogę myśleć. Chciałabym się najebać i wtedy jest taki stan, jakbym płynęła, jakby to wszystko mnie nie dotyczyło i było gdzieś obok." - detektor błędów logicznych aktywowany! :P Ramona ma tylko trzynaście lat?.. :o
    ~Łysaga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmm, tak, ma trzynaście lat. Twój detektor błędów logicznych dotyczy formy wypowiedzi czy samego faktu używek? jeśli o to drugie, to spieszę wyjaśniać, że Ramona wywodzi się z patologicznego, ulicznego środowiska i inicjację alkoholu i dragów ma już dawno za sobą ;).

      Usuń
  7. Super pamiętnik, jak zwykle ekstra klimat panuje. Bohaterka pełna sprzeczności, trochę w niej dziecka, trochę dorosłego, trochę bandyty... Właściwie to mimo wszystko dalej nie wiadomo kim jest tak naprawdę.

    Ten rozdział podobał mi się chyba najbardziej.

    Pozdrawiam!
    Sakrex z Kronik Równowagi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę Ramona chyba sama nie wie, kim tak naprawdę i jest i która z jej stron jest tą prawdziwą :).

      Wiesz, to ciekawe, bo mi również ten rozdział podoba się najbardziej :).

      Usuń
  8. Czy ja dobrze zrozumiałam? Ramona ma 13 lat? jeśli tak to jestem w jeszcze większym szoku niż byłam. Teraz tym bardziej zastanawiam się, co takiego zrobiła. Wiem tyle, wydała ją jakaś Betty. Ale wydała o co? No i tu jest pies pogrzebany, bo nie wiem! Na początku myślałam, że ona ma koło osiemnastu lat. Może dlatego, że myśli nadzwyczaj dorośle. Choć ten jej pamiętnik uświadomił mi, że w głębi duszy jest jeszcze dzieckiem... Doświadczonym przez życie i innym niż rówieśnicy, ale nadal dzieckiem. Jak to możliwe, żeby takie małolaty się biły? Żeby ojciec i rodzeństwo ją zostawili i nienawidzili? Przecież to jeszcze taka kruszynka... No jestem w prawdziwym szoku...
    A co mi tam! Przeczytam jeszcze jeden^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie ma trzynastu, choć lubi uważać, że ma :P.
      U Ramony wyjaśni się wszystko, kiedy będzie gotowa o tym opowiadać, na razie musi sobie poradzić z otaczającą ją rzeczywistością ;).
      Tak, masz rację, ona jest cały czas jeszcze dzieciakiem, choć pewne wydarzenia zostawiły w niej ślad, więc może się chwilami wydawać, że jest inaczej. Ale emocjonalnie to wciąż tylko zagubione, niepewne siebie dziecko ;).

      Usuń
  9. Nie potrafiłem się powstrzymać i musiałem przeczytać. Tak samo miałem w przypadku książki "Korzenie niebios" autorstwa włoskiego pisarza Avoledo. To według mnie tak świetna powieść, że czytałem tylko pięć stron dziennie, żeby rozkoszować się nią dłużej. Wytrzymałem chyba z sześć dni, potem skończyłem ją w dwa.
    Niewiarygodnie zabawny jest fakt, że dziewczyna siedzi w psychiatryku i obawia się o to, czy dobrze przecinki stawia.
    A.J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, nie czytałam, ale skoro tak polecasz, to chyba wrzucę na moją listę "do przeczytania" :).
      Zrobiła sobie wizualizację :D. To zadziwiające, o jakich rzeczach myśli się w sytuacjach zagrożenia ;).

      Usuń

Pamiętaj, żeby zostawić pod komentarzem link zwrotny.
Jeśli masz zamiar tylko zareklamować swojego bloga, zapraszam do zakładki spamownik.
Krytykę przyjmę z wdzięcznością.